LIST DO BOGA

Chmury_Bóg

Stwórco,

Piszę do Ciebie ten list z mieszanymi uczuciami, gdyż postrzegam Ciebie jako inny byt i nie mam tyle tupetu aby twierdzić, że piszę do Kogoś, kto słyszy, widzi i czuje tak jak ja. Chociaż jestem dogłębnie przekonany, że zarówno ja, jak i każdy inny człowiek jestem Twoim dziełem o możliwościach, o których byśmy sami siebie nie podejrzewali, to nigdy nie zaryzykowałbym twierdzenia, że stworzyłeś mnie na swój obraz i podobieństwo. Podejrzewam, że gdybym zamiast pięciu zmysłów, które mi dałeś miał ich może 555, wtedy w jakiś pełniejszy sposób i bardziej zbliżony do prawdy mógłbym postrzegać i rozumieć ten Świat i prawa nim rządzące… Ja nawet nie potrafię namalować kwiatka, Ty namalowałeś ich miliony, tchnąłeś w nie życie, upachniłeś je i kazałeś im kwitnąć a później obumrzeć, żeby za rok znowu cieszyły moje zmysły…Jakbym mógł w ogóle podejmować taki czy inny dialog (czy raczej monolog) z Tobą i cokolwiek Ci zarzucać. Jakbym mógł twierdzić, że sworzyłeś mnie na swoje podobieństwo…Mimo to, piszę do Ciebie…

Pamiętam chwile, kiedy byłem młodym chłopcem, a później dorastającym nastolatkiem i miałem wiele żalu do Ciebie, kiedy postrzegałem Ciebie jako groźnego Pana, który bacznie obserwował wszystkie moje uczynki i tylko czekał, aby wymierzyć mi zasłużone baty.

Nie potrafiłem ogarnąć swoim młodym umysłem, jak Ktoś, kto jest czystą Miłością, dawał przyzwolenie na to, co doświadczałem. Traciłem wiarę w Ciebię, kiedy mój dom rodzinny był poligonem nieustających kłótni, walk, wzajemnego obwiniania się, kiedy byłem rozdarty na pół i nie chciałem stawać po żadnej ze stron sporu, bo chciałem żyć w tak zwanej normalnej rodzinie, gdzie jest mama, tata, dzieci i wszyscy znają swoje miejsce w stadzie. Na poligonie na którym wciśnięto mnie w za duże na mnie i za ciężkie kamasze, dano broń i kazano strzelać, podczas gdy ja chciałem pokoju. Wszystko czego wtedy pragnąłem to kilka ciepłych słów od mojego ojca, troche zainteresowania tym, co sie u mnie dzieje, przespana, spokojna noc. Nie mogłem zrozumieć dlaczego to, czego doświadczają nawet zwierzęta, mi nie zostało dane. Dlaczego nawet nie próbowałeś mi pomóc i zostawiałeś mnie na pastwę losu? Dlaczego dałeś mi takiego ojca, albo raczej mnie dałeś ojcu, któremu do niczego nie jestem potrzebny albo wręcz zbędny?

Miałem wiele żalu do Ciebie i poddawałem w wątpliwość Twoje istnienie, kiedy sam cierpiałem, ale też wtedy, gdy obserwowałem bezsensowną śmierć, zwłaszcza małych, niewinnych dzieci i zadawałem sobie pytanie, gdzie jesteś i jak możesz na to wszystko pozwalać, no chyba, że wcale Ci tak na nas nie zależy i jesteśmy tylko jednym z miliona ogniw Twojego łańcucha życia -zwanego ewulucją i którego jedynym celem jest przetrwanie a pojedyńcze jednostki, jak na przykład ja -nie liczą się.

Obserwując świat i sposób w jaki funkcjonuje, coraz bardziej traciłem wiarę w moją i naszą (jako Ludzkość) wyższość nad innymi stworzeniami tego świata. Czułem się jak jedna z najnowszych zabawek w Twoich twórczych rękach, chociaż najnowsza, to przecież ciągle podlegająca tym samym prawom istnienia, co inne Twoje dzieła.

Rozczarowałeś mnie i zasmuciłeś, kiedy coraz bardziej pozwoliłeś mi odbierać Ciebie jako Kogoś, Kto stworzył ten świat, wszystkie stworzenia, przyoblekł je płaszczem zasad i zostawił samemu sobie, byle tylko trwał, bez względu na ofiary w myśl zasady: silniejszy przetrwa bo karawana musi iść dalej lub the show must go on..

Wprowadzieś mnie w zamęt, kiedy moja mama, będąc osobą głęboko w Ciebie wierzącą i praktykującą, miała poważne kłopoty ze zdrowiem zwieńczeniem których były liczne, zagrażające życiu operacje. Tym samym, obserwowałem ludzi niewierzących i niepraktykujących, odnoszącymi sukcesy w życiu osobistym i zawodowym a nade wszystko cieszącymi się nienagannym zdrowiem.

Byłem zły na Ciebie, kiedy zapadłem na nerwicę i przez wiele lat błąkałem się od lekarza do lekarza, budząc się i kładąc spać z potwornym bólem w piersiach, z rozkołatanym, nie mogącym odnaleźć swojego tempa, sercem. Patrzyłem na moich równieśników, którzy palili, pili, nie dbali o siebie, a niektórzy nawet ćpali a mimo to funkcjonowali w Twoim świecie lepiej ode mnie.

Czas mijał…

Czuję i jestem niemal przekonany o tym, że Ty wcale mnie za nic nie karzesz, ale też za nic nie nagradzasz. Ile byłoby obłudy i fałszu w daniu mi wolnej woli a później karaniu czy nagradzaniu za to, co zrobiłem… Nie zmienia to faktu, że poprzez Twoją i moją naturę, sprzyjasz mi we wszystkim do czego dążę  i co służy dobru memu i innych ludzi…

Chcę Ci powiedzieć, że wierzę w Mądrośc, którą Ty podałeś nam na tacy przyniesionej tu na Ziemię poprzez Twoich Posłańców, zwanymi niekiedy Prorokami i jest mi czasami smutno, kiedy patrzę jak została ona rozdarta, zniekształcona, dopasowana do celów chciwych, żądnych władzy ludzi, którzy uzurpowali sobię monopol na prawdę a ich własne przekonanie o ich nieomylności czy byciu lepszym, utrudnia mi drogę do Ciebie. Dlatego zamiast w murach kościoła, częściej znajdziesz mnie wśród tych wszystkich dzieł, które Ty namalowałeś, udzwiękowiłeś i upachniłeś. Ale…przecież Ty wiesz o tym, bo znasz mnie lepiej, niż ja sam…

Moja wolna wola zepchnęła mnie nieraz do bram piekieł i tam mogłem poczuć czym jest ogień piekielny, który dosłownie palił moje ciało. Bywałem też w niebie, ale to tylko takie nieliczne epizody z mojego życia, na codzien jestem tu, gdzie jestem teraz i choćby czytam te słowa, chciało by się powiedzieć – w czyśćcu.

Wiem, że w moich słowach być może jest wiele sprzeczności i trochę niechętnie piszę ten list, bo ciężko jest mi podejmować się czegoś, czego tak na prawdę w ogóle nie ogarniam i mogę jedynie wierzyć, że szczerość moich intencji, brak chęci kontrolowania innych, władzy nad nimi, poklasku czy estymy zbliża mnie do czegoś, zbliżonego do prawdy.  Nie mam pewności, czy Prawda Absolutna w ogole istnieje ale wiem jedno – że poszukiwanie jej, jest dla mnie niezwykłą przygodą, przygodą zwaną życiem.

W moim życiu wiele było tzw. momentów prawdy i jeden z nich pamiętam wyjątkowo dobrze, bo wylał on kubeł zimnej wody na moją gorącą głowę i na to wszystko, jak postrzegałem świat i Ciebie. Jakież było moje rozczarowanie, kiedy dowiedziałem się, że Św Mikołaj to ciotka przebrana w czerwony kaftan a Aniołek, który podrzucał prezenty pod choinkę -to mama, której refleks troche zaniemógł tamtego dnia a moje sprawne, młode oko zdążyło to wykorzystać aby ostatecznie odkryć, że….znowu byłem naiwny. W konsekwencji, mój świat został obdarty z ostatniej kszty kolorów, które ubarwiały chwile mojego istnienia.  Czas mijał w czarno-białych barwach. Czasami jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że chyba trochę pochopnie zdecydowałem sie na te czarno-białe okulary. Świat, który stworzyłeś ze mną na pokładzie, ciągle mnie zadziwia, zarówno w pozytywny jak i negatywny sposób, ale ja uczę się każdego dnia akceptopwać go takim, jaki jest, a prawda absolutna nie jest mi już do niczego potrzebna, kiedy czuję podświadomie, że podążam we właściwym kierunku. Czasami jestem niemal wręcz przekonany, że na tym Twoim świecie jest więcej Aniołów, Mikołajów i całej tej magii, której tylko mogliby nam pozazdrościć wszyscy bohaterwie bajek Walta Disney’a. Coraz częściej postrzegam Ziemię, jako takie fajne miejsce pod słońcem, gdzie ja żyję i gdzie w dzień i w nocy wszystko w jakiś magiczny sposób mi sprzyja. A Prawda jest…gdzieś tam…i niech tam pozostanie.

Paweł

Zaszufladkowano do kategorii Z MOJEGO OKNA | 8 komentarzy

WAKACYJNE SPOTKANIA W RZEPISKACH

 

187515tatry_widok_z_wysokiego_wierchu_male_pieninyZapraszamy na kolejne spotkania w Tatrach   (Rzepiska), w dniach 8-15 sierpnia br.

Tematem wiodącym będzie praca nad sobą i relacjami w rodzinie na podstawie programu duchowego wspólnoty AA. Studium Wielkiej Księgi oraz praca nad trzema pierwszymi krokami wprowadzą nas do spotkania się ze sobą i rzeczywistymi naszymi problemami.Będzie to okazja do odkrywania siły Większej od nas samych oraz kształtowania naszej tożsamości i systemu wartości.

Pogłębieniem tej pracy będą warsztaty tożsamości, które poprowadzi o.dr Mateusz Hinc O.F.M. cap, psycholog i duszpasterz z Krakowa oraz Alicja Szumowska, psycholog z Londynu.

Podczas całego pobytu będzie możliwość uczestniczenia w codziennej Mszy Świętej oraz porannej medytacji, którą poprowadzi s. Joanna Maria Szponka CR z Londynu.

94676662

Tradycyjnie wędrówka w góry, tym razem na Słowację, zwiedzanie Zakopanego, modlitwa w kaplicy na Jaszczurówce i w sanktuarium maryjnym Gaździnki Podhala w Ludźmierzu na zakończenie spotkań.

Więcej tutaj: https://www.integrum-home.pl/forum/viewtopic.php?t=4494

Zaszufladkowano do kategorii WYDARZENIA | Otagowano , , | Dodaj komentarz

NOSTALGIA

98_Armenia_057

Takie małe co czkawką

Się odbija w czas codzienny ….

Takie małe co tęsknotę

Uruchamia za dzieciństwem

Takie małe co łzą znaczy

Czas wpisany w kolęd czar

Takie małe, takie małe ….

W dużym ciele zamknięte  od lat

Niespełnieniem obietnic

Sprzed wieków łkające

Uwikłane w zapomnienie

Ubrane solidnie przed światem

By łzą nie zdradzić pustki

Takie małe co rozrosło sie w nas

By pochłonąć cała naszą duszę

Leszek

Zaszufladkowano do kategorii WIERSZOWISKO | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

BYĆ RAZEM

Mam na imię Leszek, jestem alkoholikiem. Po wielu latach trzeźwienia, obecnie na etapie superwizji w zakresie rozwoju osobistego i zawodowego w dziedzinie terapii uzależnień.

images (133) Okres przed 1993 rokiem to czas degradacji mojego życia. Rozpad mojego małżeństwa, rozstanie z rodziną, powrót do domu rodzinnego, ponowne zamieszkanie z matką, czyli zwyczajnie regres. W październiku 1993 podjęcie terapii. To czas budowania życia bez alkoholu, czas zmian przede wszystkim wewnętrznych, w sercu i umyśle, czas pełen zachwytów i poszukiwania sensu życia. Już wtedy wielki wpływ na moje myślenie miało spotkanie z ojcem Ireneuszem Naumowiczem, kapucynem w Zakroczymiu. Jego proste pytania i nieuniknione odpowiedzi w kwestiach wiary, posługi kapłańskiej były motorem do poszukiwanian Siły Wyższej, a tak naprawdę osobowego Boga.Czas do 1996 roku był dla mnie intensywnym okresem trzeźwienia i poszukiwań samego siebie. Klub abstynenta w G., gdzie odbywały się mitingi AA stał się moim drugim domem. Totalna zmiana otoczenia, nowi znajomi, bezinteresowne wsparcie, które od nich otrzymywałem, to wszystko było dla mnie niebywałym odkryciem. Maratony podczas leczenia odwykowego, propozycja pracy w punkcie konsultacyjnym jako wolontariusz, wyjazdy na szkolenia dla pomagaczy do Instytutu Psychologii Zdrowia w Warszawie. Takiego życia nie doświadczałem wcześniej, to był nowy i zupełnie inny świat. Podnosiłem powoli głowę, zaczynałem doświadczać poczucia własnej wartości. To był także czas rehabilitacji zawodowej w zawodzie technika budowlanego, gdzie mówienie o swoim uzależnieniu oraz abstynencji przynosiło szacunek, uznanie wśród pracodawców i współpracowników. Doświadczałem znaczenia życia w prawdzie, bez kłamstw i matactw oraz robienia “szwindli”. Myślałem wtedy iluzyjnie, że wszystko już teraz będzie dobrze, skoro tak zaczęło sie układać. Byłem pewien, że skoro wytrzeźwiałem, będę w stanie zapewnić wsparcie i opiekę oraz pomoc drugiemu człowiekowi.Obecnie od siedemnastu lat jestem w związku z Alicją., mamy 16-letniego syna. Od dziesięciu lat mieszkam w Londynie. Pierwsze lata pobytu w UK to czas załamania mojego trzeźwienia. Jakkolwiek do picia nie wróciłem w dosłownym tego słowa znaczeniu, moje funkcjonowanie pozostawiało wiele do życzenia. W Anglii byłem sam, bez rodziny, wróciły stare nawyki, brak odpowiedzialności za siebie i swoje życie. Tak było do przyjazdu A. i syna, kiedy to cała nasza rodzina zaczęła doświadczać głębokiego kryzysu. Nasz związek zawisł „na włosku”. Kiedy patrzę z perspektywy czasu, widzę że bycie razem nie było przeze mnie postrzegane jako współpraca dwojga ludzi. Wręcz odwrotnie, koncentrowałem się na sobie, oczekiwałem pomocy dla siebie, bo do tego byłem zawsze przyzwyczajony, do karmienia swojego egoizmu, budowania swojego “ego”. Uśmiecham się ze smutkiem na samo wspomnienie takiego myślenia. Całe szczęście, że to już było. Jednak, gdy byłem w takiej kondycji mentalnej i psychicznej poznałem Alę. i zaczęliśmy mieszkać razem. Po roku urodził się Jakub. Byłem dumny, że mam syna, jednak gdzieś w środku odzywał się często niczym nie poparty niepokój. Nie bardzo to wtedy rozumiałem. Dziś myślę, że dobijała się wtedy do mojej świadomości potrzeba odpowiedzialności wobec siebie, wobec syna i Ali oraz moich córek z poprzedniego związku.

Lata do wyjazdu do Londynu to czas dużych zmian, które nazwałbym zmianami bardziej zewnętrznymi, wyuczonymi na potrzeby bycia razem. Z perspektywy czasu widzę skąd brały się we mnie rozterki, bunty i niezgoda. Wiele dobrych rzeczy wziętych z terapii, programu AA, warsztatów nie były tak do końca moje, nie miały jeszcze umocowania w wewnętrznej akceptacji i przyjęciu Boga jako źrodła ładu oraz sensu mojego życia. Nie przyjąłem ich „sercem”. To powodowało frustrację, wybuchy złości i zniechęcenie, poczucie krzywdy oraz niezrozumienie. Czułem się do niczego, doświadczałem niskiego poczucia własnej wartości. Zamknąłem się na Miłość. Trudno mi było patrzeć na Boga jak na kochajacego Ojca. Nie pozwalałem Mu się kochać. Cierpiałem i inni wraz ze mną. Byłem okropny. Dziękuję Bogu, że Alicja i Kuba dzielnie przetrzymali ten czas.

Emigracja to czas, który niepostrzeżenie prowadził mnie do cofania się w swoim trzeźwieniu. Doświadczyłem braku wewnętrznego umocowania dotychczasowych zmian. Ten czas, zmył większość dobrych zachowań i odkrył dość niewygodną prawdę o mnie samym. Ujawnił większość moich przywar, przede wszystkim ogromną pychę i arogancję wobec innych, a tuż przed przyjazdem Alicji i Jakuba do Londynu dużą dawkę niepokoju i niechęci na ich przyjazd. Ujawniły się we mnie obawy, czy poradzę sobie, a jednocześnie czułem podskórnie, że dotychczasowe życie w pojedynkę było wygodne. Jednocześnie docierała do mnie świadomość, że stracę swoją twarz, opiekuna, męża poświęcającego się rodzinie oraz swój stan permanentnej tęsknoty, która nie wymagała ode mnie czynów, łatwiej mi było gadać o miłości niż rzeczywiście kochać. Z perspektywy widzę jak próbowałem w sposób wykrzywiony budować swoją wartość i jak niedojrzale kochałem swoich bliskich, choć tak często mówiłem, że są dla mnie ważni.

Rok 2007 to przyjazd Ali i Kuby. Pokazał mi w całej pełni jakim byłem egoistą, jak myślałem tak naprawdę o sobie a nie o nich. Wtedy nie wiedziałem, że czeka mnie chyba największy kryzys w naszym byciu razem. Alicja przyjechała do mnie inna przemieniona, umiejąca postawić granice, wymagająca, ale spokojna, mówiąca o Bogu jakoś tak dziwnie, jak o przyjacielu i ojcu. To wszystko było dla mnie nie do zaakceptowania. Nie wytrzymywałem wtedy przede wszystkim siebie, konfrontacji ze swoją rzeczywistością, wydobytego na światło dzienne mojego egoizmu. Coraz częściej rozmawialiśmy o rozstaniu, o braku możliwości bycia razem. Przykro mi pisać o tym, ale nie brałem pod uwagę Jakuba i Ali, ich potrzeb i uczuć, swoich obowiązków względem nich i odpowiedzialności. To co miało być piękne i wzniosłe niewiadomo kiedy stało się moją udręką. Zdecydowalem, odchodzę od nich. Jeszcze tylko wyprawa na ostatnie wakacje z synem przed rozstaniem z nimi.


ojciec-i-syn-kayaking-na-rzece-44140564
Wyjazd do Polski z Kubą, ostatnie zakupy przed wyprawą. Gdzieś w środku niezgoda na to wszystko, co się wydarzyło i podtrzymywanie myśli o słuszności podjętych decyzji. Dniestr, kajaki i namiot przez dwa tygodnie razem, ramię w ramię. Otwieranie oczu o poranku, zwijanie namiotu i pakowanie, płynięcie dalej oraz postój. Rozbijanie namiotu, ognisko, wspólne zasypianie. Zwykłe i przyziemne czynności. Prozaicznie niezbędne, mało ważne a jednak tak znaczące. Uświadomiły mi to, co jest ważne oprócz mnie, moich uczuć, moich potrzeb i pragnień. To wtedy dotarło do mnie jak piorun z nieba, że ten młody chłopak potrzebuje ojca, rodziny, że potrzebuje nas obojga. Ja potrzebowałem w jego wieku dokładnie tego samego i nie miałem możliwości aby to dostać. Tata zmarł kiedy miałem 9 lat, był uzależniony od alkoholu i po prostu się zapił. Przypomniała mi się tamta pustka, ból i osamotnienie, niesprawiedliwość losu i okrucieństwo Boga, że zabrał mi ojca. Wtedy, tam nad Dniestrem zobaczyłem, co chcę ofiarować swojemu synowi, wyczekiwanemu, z taką troską kochanemu. Wtedy zapłakałem nad sobą i nim, nad nami, pochyliłem głowę nad całą naszą rodziną. I spokój przypłynął sam. Przyszła akceptacja decyzji o byciu razem z Alą inaczej, bez seksu, w czystości.

w stronę słońcaAktualnie jesteśmy razem, ale inaczej. Współpraca z łaską Bożą pozwala nam wędrować przez życie spokojniej, nie zawłaszczając siebie wzajemnie, szanując swoją odrębność. Tamten czas tak trudny i skomplikowany owocuje dzisiaj. Doświadczam bliskości z kobietą i żoną, jakiej wcześniej nigdy nie znałem. To czas naszych rozmów, otwartości, wyrażania swoich uczuć i opinii bez lęku i ryzyka odrzucenia. To dobry i piękny czas. To czas porozumienia i doświadczania siebie w miłości, ktorą rozumiem już inaczej i której się cały czas uczę. To czas szanowania własnych granic, możliwości kochania żony i syna dojrzalej. Dzisiaj też mamy odmienne zdania na wiele tematów, jednak jesteśmy w stanie rozwiązywać nasze problemy wspólnie dzięki naszej wierze i wartościom chrześcijańskim, wspólnemu patrzeniu w tym samym kierunku. Nie zawsze jest łatwo, zważywszy na fakt, że sprawy związane z uznaniem pierwszego związku jako małżeństwa zawartego nieważnie zwykle dość długo trwają. Jesteśmy więc razem, ale oddzielnie. Trudne doświadczenie. Długo się temu opierałem. Podjąłem. Widzę sens. Dojrzewam.

 

Zaszufladkowano do kategorii Z MOJEGO OKNA | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

LIST DO BRATA 

Drogi Krzysztofie,

Piszę do Ciebie ten list z wyraźnie mieszanymi uczuciami.Jest we mnie wiele niepokoju,obaw ale także nadziei,ponieważ list ten jest dla mnie bardzo ważny. Zdecydowałam się do Ciebie napisać ponieważ potrzebuję się z Tobą pojednać.

pisanie

Sądzę bowiem,że od momentu śmierci ojca w 1990 roku wiele sie w naszej relacji zmieniło.Tymczasem zależy mi na tym,abyśmy mogli rozmawiać i myśleć o sobie bez lęku,złości czy manipulacji. Nie jest moim celem karać Cię ani poniżać.Zależy mi przede wszystkim na pojednaniu,bo jest to ważne dla mojego zdrowia.Jest we mnie pragnienie aby było to istotne także dla Ciebie.

Wydaje mi się,że przebaczę Ci pełniej,jeśli zdasz sobie sprawę ze zranień i cierpień, które mi zadałeś. Może nie pamiętasz o tych wydarzeniach ani nie wiesz o konsekwencjach tych wydarzeń w moim życiu,dlatego teraz Ci je wymienię:

Naraziłeś mnie na wiele przykrości  w związku ze zdaniem mieszkania na ul.Chopina, w którym zamieszkaliście z Niną i chłopcami po moim wyprowadzeniu się stamtąd (w 1979 wyjechałam do UK aby zarobić sobie na mieszkanie).Umawialiśmy się na to,że gdybyś je opuszczał,to oddasz je właścicielce posprzątane i opróżnione ze swoich rzeczy.

Zaufałam Ci,że zrobisz tak jak obiecałeś.Pamiętasz jak to było-ponieważ nie mieliście gdzie się podziać,gdy Nina musiała po urlopie macierzyńskim podjąć pracę w Krakowie,a ja właśnie opuszczałam wynajmowane u p.Jadwigi D. mieszkanie,więc ona chętnie w kontynuacji przystała na moją propozycję wynajęcia tego mieszkania Wam.Mój powrót z UK po około 2 latach zbiegł się mniej więcej z waszą wyprowadzką.Gdy wróciłam klucze od tego mieszkania były już u mamy,która –jak się domyślam-je od Ciebie przyjęła, aby oddać całą sprawę w moje ręce.Kiedy patrzę na siebie i swoje zachowanie z perspektywy czasu,to widzę,że nie potrafiłam wtedy odmówić mamie zajmowania się sprawą, która nie należała do mnie,tylko do Ciebie. Dlatego,gdy odwiedziłam zaraz po przyjeździe mieszkanie pani Jadwigi D. i zobaczyłam tam nieporządek-zużyte gazety na podłodze,kurz,brudne podłogi, niewywieziony stół  z naszego starego domu,czyli dodatkowy mebel,który tam się znalazł bez wiedzy właścicielki a nie został wywieziony po waszym odejściu-to poczułam ogromną złość na Ciebie.

Zostałam sama sprzątając to mieszkanie i kontaktując się z panią Jadwigą celem „zdania” mieszkania,kiedy to musiałam ustalić termin spotkania,który by nam obu pasował,podczas którego ona miała odebrać ode mnie klucze i sprawdzić jego stan.Przeznaczyłam na to swój dodatkowy czas i pieniądze,aby pojechać z nią do Krakowa,bo wtedy jeszcze przecież tymczasowo byłam w naszym domu rodzinnym.

Wtedy było nie do pomyślenia,abym mogła odmówić mamie,która oczekiwała ode mnie tego,że wszystkim się zajmę.Zapewne byłam bardzo zła,że się tym zajęłam i całą (niewyrażoną) złość przelałam na Ciebie.

Gdy  przyjechałam z UK  i zatrzymałam się w naszym domu rodzinnym,gdzie były złożone moje rzeczy,to było mi bardzo przykro,gdy widziałam jak wieszałeś swoje mokre po praniu skarpety i slipki na oparciach drewnianych krzeseł,które kupiłam sobie za swoje pierwsze zarobione pieniądze w OTN. Kiedy poprosiłam cię abyś tego nie robił,bo zamierzałam je zabrać do wystroju swojego mieszkania,które właśnie kupiłam i nie chciałam by je zniszczyć,to krzyczałeś, bagatelizowałeś sprawę i się wyśmiewałeś ze mnie,a na koniec się obrażałeś  i  nie odzywałeś do mnie.Było we mnie wtedy wiele złości na to,co robiłeś ale też bezradności,bo Twoje zachowania wcale się nie zmieniały w efekcie moich próśb. Pozostawałam wtedy bardzo smutna i zagubiona,bo na tamten czas kompletnie sobie ze złością nie radziłam.Nie było też taty,który w podobnych sytuacjach był zwykle moim obrońcą. Doświadczałam więc ogromnej wtedy samotności i cierpienia,bo gdy mówiłam o tym mamie, to ona Ciebie tłumaczyła i kwestionowała moje uczucia.Modliłam się wtedy tylko o to,aby jak najszybciej opuścić dom.

Gdy kilka tygodni po śmierci taty poprosiłam Cię o pomoc w przywiezieniu cegieł do obudowy wanny(mieszkanie odebrałam w stanie surowym i trzeba było je wykańczać),i jakkolwiek nie odmówiłeś mi wtedy,zatem odebrałam to jako przejaw Twojej wobec mnie życzliwości,ale swoją postawą okazywałeś coś zupełnie sprzecznego,bo gdy już bylismy razem w hurtowni,to widziałam jak te cegły traktowałeś rzucając nimi tak,że nie bardzo się potem nadawały do użytku. Kiedy poprosiłam cię abyś tego nie robił to zachowywałeś się podobnie tak jak zwykle w takich sytuacjach – krzyczałeś, bagatelizowałeś sprawę i się wyśmiewałeś ze mnie,że jestem perfekcjonistka a na koniec się obraziłeś  i ostentacyjnie  milczałeś.Pomyślałam sobie wtedy,że musisz być na mnie o coś  bardzo zły.Było mi bardzo przykro i zupełnie wtedy nie rozumiałam motywów takich Twoich zachowań.Dlatego potem unikałam proszenia Ciebie o cokolwiek dla siebie,by uniknąć przeżywania bólu i cierpienia .Bardzo tamta wyprawa zapadła w moją pamięć i mimo,że minęło tyle lat,pamiętam ją z detalami.

Wykorzystywałeś mnie,gdy mniej więcej  w tym samym czasie(zaraz po śmierci taty)brałeś ode mnie pieniądze za podwiezienie do K.,gdy już wprowadziłam się do swojego nowego mieszkania.Zwykle zabierałeś mnie wtedy przy okazji,gdy wracaliśmy wszyscy do swoich domów(Ty z Niną i chłopakami do swojego mieszkania i ja sama – do swojego) po weekendach czy świętach w naszym domu rodzinnym w Cz..Wstydziłam się tego co robisz wobec mnie.Było mi bardzo przykro i smutno z tego powodu.W efekcie zaczęłam jeździć pociągiem-tak siebie chroniłam przed tym niepotrzebnym, dodatkowym bólem.

Raniłeś mnie swoimi komentarzami  na mój temat,z którymi się absolutnie nie utożsamiamiałam ani nie utożsamiam:”Jesteś taka chciwa jak babka Janinka”. Było mi wtedy bardzo przykro.Tym bardziej mnie to bolało,że ja przecież do tego czasu  starałam się pamiętać o Waszych urodzinach, imieninach,świętach, prezentach,wysyłając paczki z UK itp.a po powrocie do kraju -także oferując  swoją obecność Twoim chłopcom,którzy byli wtedy jeszcze mali i chętnie z nimi spędzałam dużo czasu nie mając swojej rodziny.

Było mi przykro,gdy w efekcie mojej odmowy udostępnienia naszego siedliska w S.na imprezę pożegnalną dla Twojej Niny przed jej wyjazdem za granicę, zachowałeś się wobec mnie arogancko i wulgarnie-krzyczałeś przez telefon,że skoro pomogłeś mi tam kiedyś ściąć  trawę,to powinnam Wam ten dom udostępnić,a potem przez jakiś czas demonstrowałeś jak jesteś na mnie obrażony.

Sprawiłoby mi wielką radość to,gdybyś bardziej pamiętał o mnie i moich bliskich (np.Roberta., Franka.) poprzez inicjowanie kontaktów-chociażby dzwoniąc z zapytaniem „co słychać?”, poprzez pamięć o moich(naszych) ważnych rocznicach,czy sprawach itp. Było mi zwykle bardzo przykro,gdy tak się nie działo. Bardzo mnie także boli fakt,gdy aktualnie  Robert  jest w Polsce podczas wakacji,Ty najczęściej jesteś milczący i bardzo zajęty swoimi sprawami-całymi dniami siedzisz na swojej budowie. Z kolei podczas roku szkolnego w L.,gdy Robert czasem niechcący natknie się na Ciebie podczas, gdy dzwoni do babci,to Ty szybko oddajesz słuchawkę telefonu mamie i nie podtrzymujesz z nim rozmowy. Gdy jestem świadkiem tych sytuacji,to jest mi wtedy najczęściej bardzo smutno. Zależy mi na tym,aby była między wami większa więź, tymbardziej,że Robert jest Twoim chrzestnym synem.Mam świadomość faktu,że nasze mieszkanie za granicą nie ułatwia budowania bliskości,ale wierzę,że jest możliwe aby coś w tej sprawie zrobić.Gdy myślę o tej waszej relacji to jest mi tymbardziej smutno,że przecież Robert nie poznał już naszego taty,a swojego dziadka.Tymczasem Ty jesteś teraz tak bardzo do taty podobny….

Oczekuję,że przeprosisz mnie za każde z tych zranień z osobna.Nie wystarczy mi jednostkowe –przepraszam.

Oczekuję również,że obiecasz,iż nie będziesz tak dalej postępował ani wobec mnie,ani Roberta,czy Franka.

Jest mi trudno tobie zaufać.

Chciałabym zobaczyć jakieś zmiany w Twoim życiu,które by mnie przekonały, że mogę Ci zaufać.

Wymienione krzywdy miały określone konsekwencje w moim życiu,a także osób bliskich.Oto one:

Pojawiło się we mnie pragnienie zrozumienia i poznania siebie i swoich trudności,które poprzez swoje „odpowiedzi” na Twoje zachowania wobec mnie zaczęłam widzieć jako te,za które sama jestem odpowiedzialna.Kiedy patrzę na to z perspektywy czasu,to widzę,że w dużej mierze sama przyczyniłam się do swojego samopoczucia. Byłam więc na początku Twoim WYBAWICIELEM, potem OSKARŻYCIELEM,a na końcu OFIARĄ.

Uświadomiłam sobie,że od początku byłam wobec Ciebie(i całej Twojej rodziny) nadopiekuńcza szukając między innymi rozwiązań dla waszych małżeńskich i rodzinnych trudności,wybawianiu z różnych opresji np.poprzez załatwianie Tobie mieszkania,długie rozmowy z Tobą,Niną czy waszymi chłopakami. Że w jakiś sposób żyłam waszym życiem,bo nie miałam własnego.

Uświadomiłam sobie,że podobnie jak mama usprawiedliwiałam Ciebie i Twoje zachowania, np.gdy podczas prowadzenia sklepu w Cz. zdarzało Ci się nadużywać alkoholu,to myślałam,że…”Gdyby Nina była inna,to byś nie pił”.

Dotarło do mnie także,że przyjmowana przeze mnie postawa nadodpowiedzialności i nadopiekuńczości,która towarzyszyła mi przez dużą część mojego życia przyczyniła się do tego,że mnie w efekcie w ogóle nie szanowałeś,bo ja sama siebie nie traktowałam z szacunkiem,a „trenowana” byłam do tego od zawsze(np.kosztem swojego własnego czasu,na polecenie mamy spędziłam z Tobą pół roku na stancji,podczas gdy uczyłeś się w technikum po to tylko,aby Cię pilnować i odrabiać za Ciebie lekcje)

Zdecydowałam się w końcu na ochronę siebie poprzez wycofanie się z tych nadopiekuńczych wobec Ciebie (i Twojej rodziny zachowań),co zostało przez Ciebie zauważone o czym przekonały mnie kilkakrotne informacje z Twojej strony,że „jestem egoistką,bo teraz to myślę tylko o sobie”(np.gdy nie zgodziłam się na imprezę,którą chcieliście zrobić w moim domku w S. czy gdy nie pożyczyłam Ci czasem pieniędzy,choć wcześniej nie zdarzało mi się Tobie odmawiać  itp.)

W odpowiedzi na Twoje bierne i milczące zachowania wobec Roberta, zauważyłam,że Robert przestał tak intensywnie jak przed laty szukać kontaktu z Tobą,co na dzień dzisiejszy martwi mnie najbardziej.

Ważne jest dla mnie abyś zadośćuczynił mi za wyrządzone krzywdy.Czekam na Twoje propozycje.

Wiem,że zrobiłeś dla mnie także dobre rzeczy.Oto te,które sobie przypominam:

Gdy będąc w wojsku pisałeś do mnie długie listy,co było dla mnie ogromnym dowodem naszej zażyłości,wzajemnej życzliwości i bliskości.Listy te ciągle je jeszcze trzymam wśród ważnych dla siebie pamiątek,a jest ich pokaźna ilość.Chętnie Ci je kiedyś przeczytam 🙂

Gdy byłam chora na kamicę nerkową,to na prośbę mamy pojechałeś gdzieś daleko z Twoim kolegą ze szkoły – Mietkiem,aby przywieźć mi lekarstwo zanim jeszcze miałam operację usunięcia tych kamieni z nerek.Bardzo to wtedy doceniłam.

Gdy byłam sama po wyjeździe Franka do Niemiec w 1999 dużo mi pomogłeś przy organizowaniu i porządkowaniu naszego siedliska do zamieszkania (koszenie trawy, robienie ogródka itp.).Byłam Ci bardzo za tę pomoc wdzięczna.

Byłam wzruszona,gdy ostatniego lata podzieliłeś się swoim cierpieniem w związku z doświadczeniami nieszczęśliwego małżeństwa twojgo syna,który zostawił swoją żonę odchodząc do innej.

Wzruszyłam się także,gdy wysłałeś mi ostatnio tabletki od kaszlu pocztą (rozpoznałam Twój charakter pisma na kopercie)

Również było mi bardzo miło,gdy w okresie Wielkiej Nocy zechciałeś poświęcić swój czas i napisałeś mi jak się robi dobrą zalewę octową do ryb, mimo to,że Cię o to nie prosiłam (rozmawiałam o tym  tylko z mamą)

Zdaję sobie sprawę z tego,że ja też Cię zraniłam.Zależy mi na tym,abyś i Ty mi przebaczył. Jestem gotowa,aby się tym zająć w następnej kolejności.Być może forma tego listu wyda Ci się sztywna,ale piszę tak dlatego ponieważ dotykam ważnych i trudnych spraw,o których nie potrafiliśmy rozmawiać i od których długo uciekaliśmy.Zachowaj proszę ten list tylko do swojej wiadomości. Ja postąpię tak samo.

Twoja siostra-Zuza

Ps.Na tyle na ile Cię znam,to przypuszczam,że po przeczytaniu tego listu możesz wpaść w szał, uskarżać się na mnie do mamy, a potem obrazić się na mnie i zamknąć się w sobie, albo się upić i jeszcze więcej palić.

Nie rób niczego z tych rzeczy proszę! Naprawdę chcę się z Tobą pojednać.

Zaszufladkowano do kategorii Z MOJEGO OKNA | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

PODRÓŻ OD STAREGO DO NOWEGO CZŁOWIEKA

Decydując się na swoje duchowe odnowienie trzeba wiedzieć od kogo chcemy się oderwać,a do kogo przylgnąć.Jest w nas bowiem walka „starego czlowieka” z „nowym”.Kim jest ten „nowy”, którego wybieramy i kim jest ten „stary” , którego porzucamy?

nowe-zycie-stare-zycie-672x372

„Nowy człowiek” jest duchowo dojrzały, zintegrowany. Wie,że warto korzystać z informacji, które uczucia ze sobą niosą oraz używa ich energii potrzebnej do realizacji uznanych wartości. Integracja nie oznacza zlikwidowania podziału na starego i nowego czlowieka, ale oznacza akceptację całego swojego człowieczeństwa z całą swoją historią.„Nowy człowiek” nie neguje swoich prawdziwych potrzeb,ale także nie ulega swoim pożądaniom. Umie odróżnić prawdziwe potrzeby od żądz oraz to,które potrzeby i w jakim stopniu należy zaspokoić.

„Nowy człowiek”,dojrzały duchowo nie boi sie zalezności od innych ludzi,ale także nie dąży na silę do jakiegoś uzależnienia.„Nowy człowiek” nie pragnie cierpień dla nich samych, ani też nie usiłuje uniknać wszelkich cierpień za wszelką cenę.Kryterium jego wyboru nie jest ani cierpienie ani przyjemność,ale dobro i miłość,niezależnie od tego,czy z tym wyborem łączy się cierpienie,czy też przyjemność.„Nowy człowiek” żyje w poszanowaniu prawdy, więc pozwala sobie na konfrontację,dzięki której obiektywizuje to,co sam o sobie myśli i jak siebie rozumie.Jest w nim otwartość i odwaga w odsłanianiu siebie przed sobą samym, a więc i przed innymi.Jest w nim gotowość do nieustannego, wnikliwego badania siebie.„Nowy czlowiek” jest elastyczny w swoim postępowaniu, umie zachować równowagę. Na przyklad w wyrażaniu złości wie,kiedy wyrazić gniew,a kiedy go powstrzymać.Umie też wyrazać gniew w sposób zróżnicowany,wie jak dobrać środki wyrazu w zależnosci od sytuacji.„Nowy człowiek” przyjmuje odpowiedzialność za swoje trudności,rozpoznając wcześniej w czym tkwi problem,aby móc go rozwiązać,aby włożyć energię w pracę nad nim. Stara się poznać realia, własną sytuację,w której żyje.Pamięta,że każda sytuacja, nawet negatywna może być bodźcem do zmiany,o tyle o ile jego reakcja na tę sytuację służy dobru.

***

„Stary człowiek” ma trudność w zachowaniu równowagi między sprzecznościami,na przyklad sprzecznymi potrzebami, celami,obowiązkami, powinnościami. Trudno mu się wyrzec czegoś ważnego dla siebie,bo to sprawia ból.„Stary człowiek”   oddzielony jest od Siły Wyższej-Boga i rozbity wewnętrznie,co przejawia sie w braku kontaktu z własnymi uczuciami,które są tlumione.„Stary czlowiek” nie bierze odpowiedzialnocści za pracę nad swoimi problemami.Kiedy cierpi,to jest przekonany że kłopoty powstaly z winy innych, na przyklad rodziców, szefów,partnerów  i oczekuje,ze to oni sie maja zmienic,aby doswiadczyc wewnetrznej harmonii.Często ucieka od własnej rzeczywistosci wewnętrznej i zewnętrznej w różne iluzje.„Stary czlowiek” nie chcac cierpiec,unika konfrontacji ze soba i innymi, klamie,”chodzi na skroty”,trudno mu o uczciwosc i rzetelna dyscypline.

W swojej postawie wobec potrzeb „stary czlowiek” nie uznaje wlasnej rzeczywistosci.Nie uznaje tego,ze jest slabym i niedoskonalym czlowiekiem,ktory posiada różne potrzeby i żądze oraz tego,ze jest podatny na różnorodne zranienia.Dlatego tez ma tendencje aby albo calkowicie negowac wlasne potrzeby albo bezkrytycznie je zaspokajac. W swojej postawie wobec innych ludzi  „stary czlowiek” albo neguje wlasne zdolnosci i uzaleznia sie od innych ludzi albo liczy jedynie na wlasne sily, pragnac calkowitej autonomii.W postawie wobec cierpienia „stary czlowiek” badz pragnie jak najwiekszej ilosci cierpien (czesto podswiadomie) albo unika wszelkich cierpien i zdobywa jak najwieksza ilosc przyjemnosci .Przemiana  „starego człowieka” nie jest łatwą sprawą w naszym życiu, gdyż czasami jest to burzenie mozolnie zbudowanych konstrukcji, które do tej pory się sprawdzały i były przydatne. Przemianie musi ulec nasz sposób myślenia o życiu. Praca nad soba to podroz do wnetrza siebie po to,by ostatecznie moc wyjsc do innych,do swiata.

***

Życie każdego z nas jest taką wędrówką.W jedną z październikowych sobót 2012 roku  miałam okazję,aby symbolicznie przejść kawałek tej „drogi” łącząc w wędrówce oba wymiary:zewnętrzny i wewnętrzny.Wyjechałam wtedy do Beachy Head wraz z grupą studentów Londyńskiej Szkoły Integralnego Pomagania im.ks.Józefa Jarzębowskiego , gdzie przeszliśmy kilka kilometrów „po klifach”,w zadumie nad sobą i swoim życiem. Dłuższy kawałek zrobiliśmy w lipcu  idąc do  Santiago de Compostella,gdzie na Finisterze-„końcu świata”,żegnaliśmy „starego człowieka” i świętowaliśmy narodziny „nowego”.Taki był wtedy nasz cel,ten sam podjęłiśmy podczas wędrówki po „klifach”.

Zdjecia aparat 30.10.11 373Pielgrzymować to znaczy mieć określony kierunek,wędrować do celu. Oznacza to czynić swoje zycie piekniejszym, lepszym,takim,w którym jest wiecej dobra i dawania siebie drugiemu.Pielgrzymka,ktora wiedzie do celu pozwala nam przeciwstawiac sie przyzwyczajeniom, schematom,rutynie i poszukiwac czegos wiekszego, nowego i doskonalszego.

Sobotnie,pażdziernikowe spotkanie zainspirowało do spojrzenia wstecz na swoją drogę życia.Pozwoliło przypomnieć ważne chwile,różne sytuacje i te łatwe i te trudne oraz dało możliwość,by zmierzyć się z postawą „starego człowieka”.Umożliwiło rownież,aby popatrzeć  na swoje życie  z „lotu ptaka” , zobaczyć jak ta droga wyglądała u każdego z nas dotychczas. Mogliśmy  zastanowić  się nad tym,w którym miejscu tej wędrowki dzisiaj jestem.W kręgu spotkania dzieliliśmy się tym,co jest w nas ze „stareg człowieka”,czego nie chcemy dalej pielęgnować w nas samych oraz tym,co rozpoznajemy jako przejaw „nowego człowieka”,”nowej szansy” dla nas.Zapragnęliśmy wzmacniać i budować w nas „człowieka nowego”.”Stary człowiek” jest przykładem człowieka,który jescze się nie odkrył,w którym skrywa się jeszcze wiele niewykorzystanych darów.Zatem przemienić swoje życie to nade wszystko odkryć  sobie to wszystko ,co wlał w nas Bóg,a czego jeszcze nie zdołaliśmy odkryć i wykorzystać.

***

W lipcu 2011 roku mieliśmy okazję aby 36 osobowa grupa osób,bedących uczestnikami Londyńskiej Szkoły Pomagania wybrać się w podróż niezgłębionego świata Camino de Santiago. To miejsce,do którego udają się od 1200 lat pielgrzymi z całego świata.Jej „motto” zawarte zostało w słowach:”Od starego do nowego człowieka”.Pielgrzymka ięc była symbolem naszego życiowego wędrowania.

santiago_de_compostella_0001483268_d

Wyruszajac z Oviedo do Santiago de Compostella przeszlismy w zadumie nad sobą i swoim życiem wiele kilometrów jednym z najstarszych szlaków – Camino Primitivo.W wyprawie tej zawarlo sie wiele warstw i znaczen. Byla ona dla nas swoistym spotkaniem ze soba, drugim czlowiekiem i Bogiem. Na Finisterze-„koncu swiata”, zegnalismy ”starego czlowieka” i swiętowaliśmy narodziny „nowego „.Taki bowiem byl nasz cel.Pielgrzymka do Santiago de Cpmpostella inspirowała  do spojrzenia wstecz na swoja droge zycia. Pozwolila przypomniec wazne chwile, rozne sytuacje i te latwe i te trudne oraz dala mozliwosc,by zmierzyc sie z postawa „starego czlowieka”. Umozliwila rownież, aby  popatrzec na swoje zycie  z „lotu ptaka” , zobaczyc jak ta droga wygladała u kazdego z nas dotychczas.

Camino dalo mozliwosc doswiadczenia w krotkim czasie tego,czego doswiadcza się w ciągu wielu lat.W pozornie zwyklych sytuacjach i rzeczach dopatrzec sie moglismy wrecz uderzajacych podobienstw do codziennego zycia.I  tak czasem szlismy „pod gore”,a czasem” z gorki”, czasem „swiecilo slonce”,a czasem „padal deszcz”.Innym razem„szlismy sami”a jednoczesnie  wcale nie samotni,a czasem w grupie, ale sami i wyizolowani Czasem „pobladzilismy” i trzeba bylo zawracac. Po czasie bowiem okazalo sie ,ze wybralismy nie ten kierunek. Jak w zyciu…. Bo w zyciu tylko pasmami cos dobrze sie uklada i tylko czasmi odnosimy sukcesy. Tez w zyciu dogania nas czasem samotnosc  i cierpienie. Wtedy droga wydaje sie byc bardziej  trudna, choc potrzebna.

Dzieki pielgrzymowaniu we wspolnocie mielismy mozliwosc poprzez powstawanie przeroznych sytuacji do tego,by zmierzac sie z postawa „starego czlowieka”na biezaco. Camino obnazalo nasze slabosci w bezlitosny sposob.Dzieki wedrowaniu w grupie zyskiwalismy szanse przejrzenia na oczy,lepszego poznawania siebie, i naprawiania u siebie tego,co zle,slabe, niewygodne. Wedrowka zmuszala,by rozstawac sie ze swoim wygodnictwem i przyzwyczajeniami. Zmuszala do tego,by spojrzec na siebie w prawdzie.

Codzienny wysilek byl przez wielu z nas dedykowany jako podziekowanie za to,co otrzymujemy w zyciu.Skladalismy go jako ofiare za cos istotnego dla nas.Trud,oprocz tego,ze przyblizal do celu, nabieral glebszego sensu.Mimo zmęczenia jakaś niezwykla siła czy motywacja popychała nas do tego,by wciąż iść.Pojawiała się dzięki temu przestrzeń na lepsze rozumienie siebie,docieranie dogłębi,na szlifowanie swojego charakteru. Pielgrzymowanie dawało wiele radości,zbliżało nas do siebie,do ludzi,do Boga.

IMG_1277

Jedne z ostatnich słów umierającego wspaniałego reportera Tiziano Terazni „Koniec jest moim początkiem” pięknie oddają sens naszego pielgrzymowania i zapraszają do Życia.

„Jeżeli wiesz,czego szukasz,nie znajdziesz tego,czego nie szukasz…

Jeżeli jednak wyjdziesz poza to,co znane,i bedziesz szukać drog,które jeszcze nie zostały całkiem przetarte,albo,jak mowię, wymyślisz je sobie sam,możesz odkryć coś niezwykłego….

Jeżeli masz problem,zatrzymaj się, zatrzymaj. Posłuchaj siebie i poszukaj odpowiedzi wewnątrz. Ona tam jest.Wewnątrz Ciebie jest coś,co trzyma Cię,co Ci pomaga, jest glos. Jedni nazywają go Bogiem,drudzy określają inaczej,ale jest….

Jeżeli jesteś na rozdrożu i widzisz drogę, która prowadzi w dół,i drugą,ktora idzie w góre,idź tą,która prowadzi wzwyż.Wprawdzie schodząc jest łatwiej,ale w końcu trafisz na jakąś dziurę.Kiedy się idzie do góry,jest nadzieja …

Żyj teraz!…Życie to ta chwila i w tej właśnie chwili należy się nim cieszyć”.

A.Szumowska

Zaszufladkowano do kategorii NASZE PISANIE | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

ZAPROSZENIE DO KRAINY SNÓW

81e2d1bf27ff13f5681299d67e35fffd

Znany psycholog i kierownik duchowy K.Grzywocz pisze,że warto a nawet trzeba prosić sny o pomoc. Za progiem tego słowa kryje się akceptacja, zaufanie, umiejętność posługiwania się danym „narzędziem”, a nade wszystko rozpoznanie celu, dla którego zostało dane. Ofiarowane narzędzie nie jest celem –tragicznym błędem jest tworzenie kultu ciała,religii,rozumu, adorowanie uczuć czy snów. Poprosić o pomoc, aby „dostrzec szczęście, gdy przychodzi” (por. Jr 17, 6).

Podczas pracy terapeutycznej w grupie prowadzonej w oparciu o program NEST pojawił się wśród uczestników pomysł kontynuowania dzielenia się swoimi skojarzeniami i refleksjami dotyczącymi rozumienia naszych snów takze poza grupą.Mając świadomość tego,że do dialogu o snach powinien zostać zaproszony drugi człowiek,jest w programie NEST możliwość dzielenia się swoimi skojarzeniami,myślami i uczuciami związanymi z treścią snu podczas procesu terapeutycznego.W spojrzeniu drugiego człowieka, jak w zwierciadle,można inaczej skonfrontować się z wydarzeniem swojego snu. Z boku, z dystansu, łatwiej jest zrozumieć sens poszczególnych wydarzeń,bo przecież z  zewnątrz wszystko jaśniej widać. Dlatego byłoby cenne aby w celu kształtowania naszej dojrzałości zaryzykować gotowość dzielenia się sobą i otworzyć się na to jak inni spostrzegają nasz sen. Zapisywanie snów  a potem spisywanie ich w tym miejscu mogłoby przyczynić się nie tylko do pogłębienia tej rzeczywistości w nas,ale także zapamiętywania większej ilości snów.

Myślę,że może być to ciekawe doświadczenie-przecież sny przynoszą pełne mocy odpowiedzi naszej podświadomości na pytania,które sobie stawiamy odnośnie kierunku w którym ma płynąć nasze życie,oferują twórcze rozwiązania problemów. Marie Louise von France powiedziała kiedyś,że „nie zrozumiany sen jest jak nie otwarty list”.W pełni się z nią zgadzam.Dlatego też otwórzmy „listy” pisane przez naszą podwiadomość,podzielmy się nimi,zaryzykujmy to doświadczenie także tu,na forum….

Zapraszam Was także do przeczytania jej książki pt.„Scieżki snów” autorstwa Marie Louise vov France oraz poniższych artykułów.

1)DUCHOWOŚĆ I SNY-rozmowa z Józefem Augustynem SJ, Kasprem Czechem, psychologiem, oraz ks. Tomaszem Jelonkiem, biblistą

https://www.integrum-home.pl/forum/viewtopic.php?t=1357

2)POPROSIĆ SNY O POMOC KRZYSZTOF GRZYWOCZ

https://www.integrum-home.pl/forum/viewtopic.php?t=1496

3)TAJEMNICZE PRZESŁANIE SNÓW – MAJKA KRÓL-FIJEWSKA

https://www.integrum-home.pl/forum/viewtopic.php?t=4441

Zaszufladkowano do kategorii KRAINA SNÓW | Otagowano , , | Dodaj komentarz

O TERAPII SŁÓW KILKA

Wiele osób demonizuje terapię lub ma wobec niej nierealistyczne oczekiwania. Z jednej strony trudno się na nią zdecydować, a z drugiej łatwo nią rozczarować. Warto zatem uświadomić sobie, czym jest, a czym nie jest psychoterapia. 

iStock_000004398735Small

CO TERAPII NIE ZASTĄPI
Sporadyczne spotkania z psychologiem bądź okazjonalne wizyty w ośrodkach interwencji kryzysowej mogą dostarczać motywacji, ale nie stanowią stabilnej, pełnowartościowej terapii psychologicznej. Leczenie środkami farmakologicznymi, chociaż bywa czasami niezbędne i może wspierać proces psychoterapii, jest jedynie środkiem działającym doraźnie, nie leczy przyczyn, a zaledwie eliminuje objawy, np. lęk, smutek, nieufność, podejrzliwość. Jeśli przyjmowanie leków nie będzie wspomagane terapią, objawy powrócą. Popularne w autodiagnozie jest też wykorzystywanie informacji dostępnych w Internecie, publikacjach naukowych, czasopismach psychologicznych i pedagogicznych. Owszem, jest to dobre źródło informacji, ale wiedza niepoparta uczestnictwem w terapii nie przyniesie spodziewanych rezultatów. Każdy człowiek ma własną osobowość i niemożliwe jest jej pełne zdiagnozowanie na podstawie podobieństwa do czyjejś historii życia zamieszczonej na forum internetowym. Zdarza się, że osoby potrzebujące konkretnej pomocy psychologicznej są przekonane, że kiedy zaczną studiować psychologię, pedagogikę lub pokrewny kierunek, zrozumieją przyczynę swoich życiowych trudności i będą umiały same udzielić sobie pomocy. To złudne przekonanie, gdyż poznanie poszczególnych teorii psychologicznych nie daje żadnej gwarancji, że osoby będą mogły się nimi posługiwać w odniesieniu do swoich osobistych doświadczeń. Dodatkowo, obniża to motywacje do podjęcia terapii. Na proces terapeutyczny wpływać mogą również związki bądź relacje w jakich znajduje się osoba. Mogą one dawać poczucie szczęścia, wzmacniać motywacje, jednak nie są dobrym „miejscem” na przepracowywanie własnych trudności.
Popularne ostatnio warsztaty psychologiczne mogą stanowić dobre uzupełnienie terapii, ale należy najpierw sprawdzić, kto je oferuje, jakie ma kompetencje i doświadczenie. Grupy wsparcia, takie jak Al-Teen czy Al-Anon*, również są jedynie grupami samopomocowymi. W ich spotkaniach nie uczestniczą profesjonalni terapeuci, lecz wyłącznie osoby z podobnymi problemami. Ich celem jest rozmawianie o przeżywanych trudnościach, uczuciach, emocjach i doświadczeniach oraz udzielanie przez to wzajemnego wsparcia.

DO CZEGO SŁUŻY TERAPIA
W Polsce osobom z syndromem DDA oferowana jest bezpłatna terapia. Można ją podjąć w placówkach leczenia uzależnień bądź w ośrodkach specjalizujących się w terapii DDA. Na stronie internetowej Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (www.parpa.pl) zamieszczona jest lista takich placówek. Terapia powinna „służyć życiu”. Źle byłoby, gdyby osoba, która ją podjęła, koncentrowała się wyłącznie na jej przebiegu, na etapach, które pokonuje, zapominając przy tym o bieżących sprawach, kontaktach międzyludzkich. Nie należy zapominać, że proces leczenia nie odbywa się tylko w zaciszu gabinetu psychologa. Jest on kontynuowany na każdej innej płaszczyźnie życia i aktywności pacjenta. Ważne jest przyglądanie się samemu sobie, swoim reakcjom na zachowania innych, relacjom z innymi. Efekty terapii w dużej mierze zależą od zaangażowania danej osoby, jej gotowości do wprowadzania zmian w swoim życiu, współpracy z psychologiem. Szczególnie ważnym elementem jest zaufanie do terapeuty, pacjent będzie mu bowiem opowiadał o swoich trudnych, często wstydliwych i bolesnych doświadczeniach. Mimo że terapia jest procesem trudnym, a w jej trakcie samopoczucie może się nawet okresowo pogorszyć, warto przetrzymać kryzysowe momenty. Wielu naszych pacjentów żałuje, że nie rozpoczęli terapii wcześniej, co pozwoliłoby uniknąć wielu trudnych sytuacji i relacji, rozczarowań oraz niepowodzeń.
Jako terapeuci jesteśmy często świadkami niebywałych, fascynujących zmian. Proces, któremu towarzyszymy, przestaje być tylko terapią skoncentrowaną na porządkowaniu przeszłości, a staje się procesem rozwoju, osiągania szczęścia, satysfakcji z siebie samego i życia.

* Al-Teen – grupy dla dzieci i młodzieży z rodzin z problemem alkoholowym,
* Al-Anon – grupy dla członków rodziny osoby uzależnionej

Fałszywe przekonania dotyczące terapii 

„Na terapię idą tylko ci, którzy nie dają sobie rady”
Decyzja o podjęciu terapii jest trudna i wymaga wiele odwagi. Człowiek musi stoczyć ze sobą prawdziwą walkę i przezwyciężyć dotychczasowe dysfunkcjonalne mechanizmy. Jest to droga do pokonania silnego tabu związanego z alkoholizmem w rodzinie i związanym z tym lękiem. Decyzja o podjęciu leczenia jest dowodem na siłę danej osoby i jej determinację, która może prowadzić do zmiany dotychczasowego życia.

„Terapia dotyczy tylko tego, co już minęło”
Chociaż podczas terapii podejmuje się tematy związane z przeszłymi doświadczeniami i relacjami, nie mniej ważne jest obecne życie pacjenta. Bywa tak, że najpierw należy zająć się bieżącymi trudnościami, by po ich uporządkowaniu można było zająć się przeszłością. To, co przeszłe, ma bowiem wpływ na bieżące sprawy.

„Dostanę „receptę” na to, co robić i jak żyć”

Wiele osób, podejmując leczenie, liczy na to, że terapeuta przedstawi im gotowe rozwiązania, instrukcje poradzenia sobie z problemami. Każdy człowiek ma jednak swoją indywidualną historię i własne doświadczenia, to na nich skupia się terapia. Dlatego każdy proces leczenia jest inny, ma różne tempo, tematy, czas trwania. Rozwiązania, które dla jednej osoby są dobre, nie sprawdzą się u innej. Każdy musi znaleźć swoją własną drogę terapii, podejmować odpowiedzialność za swoje wybory. Terapeuta jest osobą, która tylko towarzyszy i pomaga w zrozumieniu trudności, nie może wyręczać pacjenta, ucząc go, w jaki sposób ma reagować na bieżące wydarzenia.

„Pomogę swojej rodzinie”
Często ukrytą motywacją do podjęcia własnej psychoterapii jest chęć niesienia pomocy swojej rodzinie. Pacjent ma nadzieję, że dzięki temu rodzic przestanie pić, poprawią się relacje w domu, zniknie przemoc, ktoś z rodziny podejmie leczenie. Bierze się to z typowego dla DDA mechanizmu, polegającego na złudnym poczuciu kontroli i wpływu na inne osoby („Gdybym był grzeczniejszy, to tata by nie pił”). Tymczasem terapia może zmienić życie tylko tej osoby, która ją podejmuje. Trzeba być przygotowanym na to, że w trakcie terapii otoczenie źle reaguje na zmiany, które burzą dotychczasowy, skostniały porządek; świadczy to o zmianach w dysfunkcyjnych schematach i relacjach.

„Po terapii moje życie będzie bezproblemowe”
W trakcie terapii pacjent zaczyna lepiej rozumieć siebie i uczy się adekwatnie reagować na trudności. Wpływa to na relacje z innymi ludźmi. Nie oznacza to jednak, że nie spotkają go trudności, kryzysy czy chwile zawahania i gorszego samopoczucia. To wszystko jest wpisane w nasze życie i nie można tego uniknąć. Można natomiast nauczyć się, jak radzić sobie z konkretnymi trudnościami i nie dopuszczać, by sterowały naszym życiem.

Katarzyna Gruca
Psycholog, psychoterapeuta, studiowała filozofię na UJ, pracuje z DDA i DDD

Zaszufladkowano do kategorii PRACA NAD SOBĄ | 1 komentarz

JAK PISAĆ DZIENNIK UCZUĆ?

download-image-rotation-shape-rainbow-colors-resolution-description-hd-background-picture-1851Pisanie dziennika uczuć jest bardzo pomocne w poznawaniu siebie. Jak-kolwiek prowadzenie dziennika jest ważnym zadaniem realizowanym w ramach uczestniczenia w terapii,to warto abyś miał swiadomość,że możesz go pisać niezależnie od tego faktu – po prostu dla siebie. Może to być dla Ciebie prawdziwa przygoda!

Dziennik uczuć-to „pamiętnik”,w ktorym zostaną zapisane wydarzenia dnia codziennego(sytuacje)i towarzyszące im uczucia.Jeżeli w swoim życiu kiedykolwiek pisałeś pamiętnik, to znajdziesz wiele podobieństw przy prowadzeniu Dzienniczka uczuć. Pisz codziennie. Opisuj wszystkie ważniejsze wydarzenia życia codziennego i towarzyszące im uczucia. Na każdy dzień poświeć osobną kartkę. Pisząc, nie zaglądaj do poprzednich zapisków. Jeśli zapomniałeś pisać jednego dnia, pisz dalej! Nie pisz tego, co było wczoraj, to nie to samo!

Skoncentruj się jedynie na tym, aby przypomnieć sobie, jakie uczucia przeżywałeś tego dnia, w którym piszesz. Zapisując je, staraj się skorzystać z podanego poniżej schematu:

– uczucie … gdy … sytuacja

– gdy … sytuacja … uczucie

Np.

Poczułem zdenerwowanie, gdy spóźniłem się na spotkanie z Marią.

– Gdy szedłem na egzamin, czułem się bardzo niepewnie.

Rejestruj jedynie sytuacje i uczucia. Nie poddawaj tych wydarzeń obróbce intelektualnej. Nie pisz swoich sądów, ocen. Spróbuj nie używać takich słów, jak: ponieważ, bo, gdyż, zawsze, wszędzie, nikt, nigdy.

Pisząc o sobie, o swoich uczuciach, postaraj się używać pierwszej osoby liczby pojedynczej, tzn. ja (robiłem, czułem, byłem). Kiedy piszesz my, myśmy lub robiło się, czuło, człowiek czuje, nie piszesz o sobie. Tymczasem to ma być dzienniczek Twoich uczuć dla Ciebie.

Oto kilka przykładów Dzienniczka uczuć. Przeanalizuj, czy są to zapiski uczuć, czy ich intelektualna obróbka:

  1. Dzisiaj stwierdziłam, że nie mam nic do oferowania Robertowi.
  2. Czuję, że nie jest to dobre miejsce dla mnie; nie pójdę tam więcej.
  3. Dzisiaj czułem, że jak się tu nie poprawi, to poszukam sobie innej pracy.

Po analizie powinieneś dojść do wniosku, że żadne z tych zdań nie jest poprawne:

  1. Jest to ocena siebie, a nie uczucia, jakie przeżywa dana osoba. Prawidłowo zdanie powinno brzmieć: czułam się przygnębiona, kiedy dzisiaj stwierdziłam, że nie mam nic do ofiarowania Robertowi.
  2. Chociaż autor zaczyna od słowa czuję, to jednak jest to negatywna ocena miejsca i postanowienie piszącego. Samo słowo czuję na początku zdania, nie świadczy jeszcze o opisie uczuć. Powinno być: Gdy stwierdziłem, że to miejsce jest nie dla mnie i więcej tam nie pójdę, to początkowo poczułem irytację, ale potem pojawiła się ulga. Czułem się uspokojony.
  3. Słowo czuję jest użyte w znaczeniu myślę. Wielu ludzi mówiąc o tym, co myśli używa słowa czuję. Prawidłowo zdanie to powinno brzmieć: Pomyślałem sobie dzisiaj, że jak się nic nie poprawi, to poszukam sobie nowej pracy. Gdy to pomyślałem, poczułem ulgę i spokój.

Mam nadzieję, że to ćwiczenie pozwoli na poprawne prowadzenie Dzienniczka. Po każdych siedmiu dniach pisania swych uczuć, zrób zestawienie, jakie uczucia najczęściej przeżywałeś w ciągu tygodnia i jak je okazywałeś. Dopiero wtedy przeczytaj zapiski poprzednich dni.

Minęło siedem dni. Przejrzyj teraz, co zapisałeś. Jakie uczucia pojawiały się najczęściej. Które z nich okazywałeś częściej niż inne.

Wybierz z listy uczuć tylko te, które pojawiały się w minionym tygodniu i zaznacz częstotliwość przeżywania oraz wyrażania uczucia. Oceń według siedmiostopniowej skali.

72242

Skala uczuć:

  1. nigdy
  2. bardzo rzadko
  3. rzadko
  4. czasem
  5. często
  6. bardzo często
  7. prawie ciągle
Zaszufladkowano do kategorii PRACA NAD SOBĄ | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

PODZIEL SIĘ SWOIM SNEM

pic__79_obraz_6318Sen o ciekawej symbolice.

Znalazłam się w jakichś przytulnych salach,gdzie było wiele kobiet. Spacerowały,rozglądały się,uwijały,każda miała jakieś swoje cele i zadania.W tych salach działy się jakieś ważne rzeczy/może zajęcia?/.One wybierały sobie miejsce,gdzie chciałyby w której sali uczestniczyć. Pamiętam pełen pasji klimat swojego tam pobytu,pastelowe ściany w łagodne ornamenty oraz to,że sama znalazłam się w dużej sali. Prowadzącym zajęciabył znany terapeuta /M.W./, kóry dosyć krytycznie ustosunkowywał się do mnie w związku z tym,że nie rozumiałam jego zdaniem młodej dziewczyny,będącej uczestniczką tejże grupy. Obie/wraz z tą dziewczyną /miałyśmy świadomość,że w ten sposób nie daje on jej wsparcia,a jedynie osłabia.

Początkowo przestałam mówić,co tak naprawdę myślę na ten temat,choć miałam inne niż on zdanie.Jednak w miarę trwania zajęć zbierałam się w sobie ,by w końcu powiedzieć mężczyźnie,że to co robi względem tej kobiety nie jest w porządku!,że jej nie docenia! Stanęłam w jej obronie , doświadczając niesłychanej ulgi(….)

Potem prowadzący zaproponował jakieś ćwiczenie,które polegało na przedstawieniu siebie i tego co myślimy rytmem.Pamiętam,że wpierw Ewa/ze Studium  Arteterapii w Instytucie Eriksonowskim,w którym kiedyś uczestniczyłam/, a potem ja podniosłyśmy się i zaczęłyśmy wystukiwać swój rytm krokami na dużej sali.Wykonywałam rytm w kształcie oka lub łzy wystukując go stopami/był więc dżwięk i wyobrażony obraz/.Czułam się przy tym swobodnie, choć miałam świadomość,że patrzy na mnie jeszcze wiele kobiecych oczu.  

Następnie zobaczyłam drzwi,które prawdopodobnie były wejściem do miejsca,w którym byłam.Jak więc tam weszłam,skoro zobaczyłam je na końcu…?

Dopiero wtedy,gdy podoświadczałam wielu rzeczy i spraw,które działy się w tym tajemniczym, kobiecym miejscu widzę drzwi?To jakiś paradoks-pomyślałam…A jednak mnie zachwyciły swoją prostotą i pomysłowością.Z lewej ich strony był jakby mały „daszek”-jak początkowo myślałam,ale potem okazało się,że jest to rzęsa kobiecego oka,które widnialo poniżej.

Często mam głębokie przeświadczenie,że Bóg mówi do nas na wiele sposobów. Język snu to ten rodzaj docierania do człowieka,który bazuje na symbolach.

Trzeba mi zatem nadal czytać ich pismo. Trzeba wrócić do siebie,skupić się,zanurzyć w sobie,znaleźć punkt łzy.I wtedy okaże się,że Drzwi są tuż obok…

Zaszufladkowano do kategorii KRAINA SNÓW | 10 komentarzy