Kim jestem?

Mam na imię Alicja.Mieszkam w Wielkiej Brytanii.Jestem żoną i matką dorosłego syna.     Z  wykształcenia-psycholog, terapeuta uzależnień.Ponieważ wiara w Boga jest dla mnie czymś absolutnie najważniejszym,dlatego przenika każdą dziedzinę mojego życia,także tą która łączy się z moją pracą.W codzienności jestem po prostu wierzącym psychologiem.

DSCF1892

Wykształcenie

Ukończyłam psychologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, potem wiele kursów doskonalących z zakresu psychoterapii, podczas gdy pracowałam jeszcze w Ośrodku Terapii Nerwic. Następnie zrobiłam specjalizację w zakresie leczenia uzależnień i współuzależnień, a ostatnio także uzyskałam certyfikat trenera programu NEST  (New Experience for Survivors of Trauma),programu przeznaczonego dla osób dorosłych, które doświadczyły w swoim życiu różnego rodzaju urazów i strat https://www.nest-terapia.eu/

Emigracja

Od kilku lat mieszkam w Londynie.Opuściłam swój dom, kraj rodzinny z pragnieniem zmiany i gotowością wyruszenia w przyszłość, w nieznane-także na poziomie psychologicznym i duchowym. Odrywając się od tego co znałam, podjęłam w tamtym czasie ryzyko i zaczęłam wyznaczać sobie nowe cele.Bliska mi jest myśl Lindy Jarosch , która pisze: ”Kobieta,która wyrusza na obczyznę musi umieć być wierna sobie(…..)Musi wytrzymac z samą sobą(…) W tym czasie szczególnie  potrzeba  jej poczucia własnej wartości,w przeciwnym razie straci  oparcie w sobie samej i poczuje się zagubiona….” Myślę,że udaje mi się powoli sklejać ten pęknięty dzban mojego życia właśnie dzięki wierności, której znaczenie odkryłam jakby na nowo właśnie tutaj-na emigracji. Natomiast doświadczanie własnej wartości zaczyna być tylko produktem ubocznym tego faktu.

Wróciłam do pozostawionych,lecz zawsze wcześniej ważnych wartości  i paradoksalnie opuszczając swoje miejsce,do domu wróciłam.To właśnie tu,w Londynie odkryłam,że nie będę umiała służyć z empatią innym, jeżeli nie będę przyznawała się do własnych odejść. To właśnie tu, poza krajem dopuściłam do głosu swój ból, który podpowiedział mi: ”wracaj do domu”. I tak zrobiłam.Wróciłam do DOMU – choć pozostałam w Anglii 🙂 Wiedziałam bowiem gdzieś w głębi serca, że zanim pochylę się nad biedą drugiego człowieka, potrzebuję przyznać się przed sobą i Bogiem,że ja także odchodzę…..Jestem zranionym pasterzem poranionego przeze mnie Boga……

Co robię,co lubię

Na co dzień zajmuję się pomaganiem wśród polonii na Wyspach.Tu dowiesz się  więcej  o tym co robię https://www.going-home.co.uk/ Dzielę się tym co umiem udzielając pomocy psychologicznej osobom uzależnionym,ofiarom i sprawcom przemocy,osobom z doświad-czeniem przeróżnych życiowych strat,a także osobom w kryzysie małżeńskim.Pracuję indywidualnie i w grupach. Prowadzę i organizuję różne warsztaty.Szczególnie lubię te, które skierowane są do kobiet. Systematycznie korzystam z superwizji.

Aktualnie na powrot maluje (akryl, olej), bawię się tkaniną (filcowanie, patchwork fantazyjny) i nteresuje mnie także ikonopisanie.W latach 2011-2012 miałam wiele radości uczestnicząc w zajęciach plastycznych prowadzonych przez artystkę rzeźbiarkę – panią Iwonę Cislo w ramach Londyńskiej Szkoły Pomagania imieniem ks.Jarzębowskiego.

Moją pasją jest także ogród,w którym odpoczywam zarówno wtedy,gdy kopię grządki i zanurzam dłonie w czarnej ziemi jak i wtedy,gdy zasiadam w fotelu z książką pod jabłonią wsłuchując się w szum pobliskiej fonntanny za płotem sąsiada .

Uwielbiam poezje ks.Twardowskiego oraz Anny Kamieńskiej,której „Notatniki”odkryłam jeszcze podczas studiów w Lublinie. Są mi szczególnie bliskie. Lubię lampy w rogach pokoju i ….dobrą książkę.Cenię pozycje H.Nouwena, księdza T.Tichnera i Victora Frankla. To z książkami najtrudniej było mi się rozstawać przy opuszczaniu Polski.

Wspólnota

Przez kilka lat uczestniczyłam we wspólnocie Drogi Neokatechumenalnej.To było niezwykle ważne doświadczenie i do dziś uważam,że wiele dobrego wydarzyło się dla uporządkowania mojego życia właśnie dzięki systematycznym spotkaniom grupy przy Słowie Boga.Dziś jednak pozostaję w innej formacji .Po latach przerwy wróciłam do duchowości ignacjańskiej  i od jakiegoś czasu wraz z mężem wyjeżdżamy co roku na kilkudniowe rekolekcje w milczeniu.

Związek

Moje małżeństwo to……wyzwanie. Leszek jest od ponad 20 lat trzeźwiejącym alkoholikiem, również terapeutą uzależnień,który także kocha poezję,dobrą książkę i film.Sam trochę pisze (patrz tutaj: https://wprowadzac-piekno-w-zycie.blog.deon.pl/category/w-l/ Pracujemy razem dzieląc się swoim doświadczeniem i nadzieją.Oboje znamy głód i ból syna marnotrawnego.Przez wiele lat funkcjonowaliśmy jako  małżeństwo niesakramentalne. Od czasu przyjazdu do Londynu  i pamiętnego błogosławionego  kryzysu,który miał wtedy miejsce,przyjmujemy sakramenty i uczymy się siebie kochać na nowo  https://wprowadzac-piekno-w-zycie.blog.deon.pl/2015/05/25/byc-razem/

****

WPROWADZAĆ PIĘKNO W ŻYCIE – to pragnienie,które oboje nosimy w głębi swoich serc…..Rozumiemy je w ten sposób,że aby lepiej służyć tym,z którymi przychodzi się nam spotykać podczas naszej praktyki psychologicznej i terapeutycznej, to trzeba nieustannie dbać o kondycję swojego stanu psychicznego i duchowego,o jego wewnętrzną spójność i integrację.Staramy się to realizować na różne sposoby. Jednym z nich jest także pisanie w tym oto miejscu:)

…Z takiego właśnie pragnienia postanowiliśmy redagować tę stronkę,która jest inicjatywą dzięki której  poznacie relacje z wydarzeń, w których będziemy brać udział a także będziemy się tu dzielić się swoimi przemyśleniami w formie wierszy, esejów,luźnych refleksji,czy też krótkich artykułów, świadectw i opowiadań (także tych osób,które je nam udostępnią). A to wszystko po to aby czynić życie coraz to piękniejszym, aby je wspólnie tworzyć żyjąc pełniej,radośniej,w końcu prawdziwiej.

Prowadzenie jej stanowić więc może okazję do odejścia od szarości i rutyny a także może być przestrzenią,w której możemy odkrywać prawdziwy obraz siebie,pracować nad sobą,nad swoim dojrzewaniem do MIŁOŚCI.

Ciebie zapraszamy również do tych poszukiwań,aby efektami tych działań móc dzielić się z innymi.

Alicja & Leszek

****

/w większości zdjęcia zamieszczane przy wpisach pochodzą z Internetu i nie są naszą własnością;jeśli nie zgadzasz się aby je publikować-daj proszę znać,a natychmiast je usuniemy/

Jednak te dwa zamieszczone tutaj są nasze:)

DSCF1880

ZAPRASZAMY!

A&L

 

3 odpowiedzi na Kim jestem?

  1. Tomek Podkowa pisze:

    Dziekuje za to piekne swiadectwo. Jest mi bardzo pomocne. Moze tez kiedys swoje opisze 🙂 Pozdrawiam.

  2. Jadwiga Gąsiorowska pisze:

    Wczoraj rozpaczliwie szukałam miejsca, w którym znajdę odpowiedź na mój wstrząsający sen. Opisałam go tak szybko jak mogłam na Pani stronie. Dzisiaj już uspokojona przeczytałam o Pani. I jestem pewna, ze ten wczorajszy (na chybił-trafił) wpis jest we właściwym miejscu. Nie wyemigrowałam jak pani z kraju, ale wyemigrowałam z mojego wcześniejszego życia. I nie jest to ucieczka, tylko poszukiwanie… Nie umiem powiedzieć czy moje życie jest udane czy nie. Mam 62 lata, a za sobą szczyty i upadki. Mogę powiedzieć: piękne i bogate jest moje życie. Jednak bogate nie w dobra materialne. Na własność nie posiadam nic (ach tak mam telefon i laptop!). Nigdy nie czułam potrzeby, żeby mieć. Nie umiem kalkulować, co mi się opłaca, co nie. Wszystkie decyzje podejmowałam intuicyjnie. Nie żałuję, chociaż moja wielka miłość (wybuchła w jednej chwili) i niemal od razu zaowocowała sakramentalnym małżeństwem (po trzech miesiącach od poznania) była przez całe lata zabijana przez alkohol męża. Nie chciała umierać, chociaż nie miała żadnej pożywki. Ceną była wieloletnia depresja, parę samobójczych prób. Nie da się tego naprawić. Zresztą dla mnie skończyło się to dobrze. Wielką cenę płacą moi dwaj dorośli synowie.
    Moje życie od roku jest po prostu szczęśliwe. Bo rok temu zaczęłam służyć sobą 32-letniej niepełnosprawnej Iwonce. Mieszkam w jej domu i robię to, czego ona potrzebuje. Chociaż nie mam nigdy pewności, czy akurat tak, bo Iwonka nie mówi, a nawet nie daje innych sygnałów swojego zadowolenia bądź nie w sposób wyraźny. Wiem tylko, że kiedy z nią zamieszkałam była bardzo nerwowa, miała poranione dłonie od wbijanych w nie paznokci, zajady, siniaki i uciekające na boki oczy. I zawsze spuszczoną głowę. Dzisiaj jest zupełnie inna. Rany się pogoiły, a Iwonka często się uśmiecha. I za to nowe życie i to nowe moje szczęście każdego dnia dziękuję Bogu. I to jest ta moja emigracja. Jestem głęboko wierzącą, dziękuję Bogu na każdym kroku za każdy piękny widok na spacerze z Iwonką, za ptaka, chmurkę, wiewiórkę, rybkę jeziorko….. Ale od 15 roku życia nie przynależę do żadnego kościoła, chociaż wychowywałam się w domu katolickim. Cieszę się, że znalazłam Panią. Bo często miewam myśli, którymi chciałabym się z kimś dzielić. Może na Pani stronie będzie to możliwe? Życzę wszystkiego dobrego, Jadwiga Gąsiorowska

    • Ali pisze:

      Witam Pani Ireno,dopiero odkryłam Pani wpis…Bardzo mi przykro,ale nie zaglądałam tu ostatnio zbyt często.Zatem gdy czytam dziś napisane przez Panią kilka miesięcy temu słowa,to wyobrażam sobie jaką krętą drogę przyszło Pani przejść i jak bardzo zaczęła się ona prostować,gdy podjęła Pani służbę drugiemu potrzebującemu człowiekowi.Pisze Pani,że nie przynależy do żadnego kościoła, tymczasem odbieram Pani świadectwo jako wyznanie osoby głęboko wierzącej….Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *